3/08/2014

"Demonic Princes" - Rozdział 2

Rozdział 2 - Chyba...?
*Himchan*
Wszedłem właśnie do pokoju Pauline. Rozkazano mi, abym jej doglądał, kiedy nie będzie jej opiekunki. Czerwonowłosa siedziała na ziemi i opierała się o okno. Nie ruszyła się nawet, wtedy gdy zrobiłem krok do przodu. Zauważyłem, że na łóżku leży jakaś kulka futra. Podszedłem i owa kulka okazała się być szczeniaczkiem.
Podrapałem go i zobaczyłem, że na obróżce wisi srebrna nakładka z napisem „Himechan”. Zaśmiałem się cicho, po czym podszedłem do dziewczyny. Zasnęła oparta o okno. Tuż przed nią leżała książka do koreańskiego. W uszach miała słuchawki, więc dlatego nic nie słyszała.
Na dworze padało, więc szyba była dosyć zimna. Położyłem dłoń na jej czole, które okazało się bardzo zimne. Następnie dotknąłem jej ramienia, które było jeszcze zimniejsze. Westchnąłem ciężko.
- I co ja z tobą teraz będę miał? Monic mnie zabije, jak cię tu zostawię... - powiedziałem zrezygnowany.
Zabrałem dziewczynę na ręce i położyłem ją na łóżku, a następnie przykryłem kocem.
Przerzedziłem ręką włosy i skierowałem się od wyjścia. Kiedy stanąłem w progu, poczułem dziwne ukłucie w żołądku.
Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem, że pies skomli. Zmarszczyłem brwi i podszedłem bliżej. Na twarzy Pauline rysował się strach. Oczywiście wiedziałem, że może mieć czasem koszmary. W końcu jest osobą po dosyć strasznym wydarzeniu.
~Zaatakowała ją własna siostra – przypomniały mi się słowa Leo. ~ Nie wiem czy nie zrobi sobie krzywdy, jak wszystko do niej wróci.
Przysiadłem na skraju jej łóżka i nachyliłem się nad nią. Jej twarzy była przepełniona bólem, jakby przed kimś uciekała.
Złapałem ją za ramiona i potrząsnąłem. Otworzyła oczy, a ja dopiero teraz zdałem sobie spraw, że nasze twarze znajdują się bliżej, niż powinny. Pauline zaczerwieniła się i starała się spojrzeć gdziekolwiek indziej.
- Co ty robisz? - wyjęczała.
- Miałaś zły sen? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Poczułem na swoich policzkach wypieki i od razu się odsunąłem, dziewczyna przytaknęła lekko głową.
- Dlaczego tu jesteś, … - zamyśliła się, szukając mojego imienia, gdzieś w zakamarkach umysłu.
- Himchan – odparliśmy jednocześnie.
Zaśmiałem się. Ona również, lecz jej śmiech był o wiele słodszy, niż sądziłem. Spojrzałem jej w oczy i zauważyłem, że są bardzo nietypowe. Pierwszy raz takie widziałem. Brąz otaczał źrenice, a tęczówka była zielono-niebieska. Coś pięknego.
- Hej, wszystko w porządku? - szturchnęła mnie w ramie.
- Tak, tak – skłamałem. - Zamyśliłem się.
Spojrzałem na psa, którego oczka błagały o coś usilnie.
- Jezusiu, Himechan, już idziemy – powiedziała zdołowana.
- Daehyun ma ci towarzyszyć, pamiętasz? - wspomniałem.
- Że co? - zatrzepotała rzęsami.
- Jezu, Leo – mruknąłem. - Dae ma ci towarzyszyć, ponieważ nie znasz jeszcze języka – powiedziałem ponuro.
- Aha, spoko – odparła.
- To ja idę – powiedziałem i zacząłem się oddalać.
- Dziękuję – usłyszałem.
- Za co? - zdziwiłem się i od razu się odwróciłem.
- Wiem, że po moich koszmarach mogę zrobić coś złego. Dlatego lepiej mnie wybudzać. Więc dziękuję.
- Nie musisz – machnąłem ręką i odszedłem.
Zeszłem na dół i zatrzymałem się tuż przed drzwiami do pokoju. Uderzyłem pięścią w ścinę.
- Jeszcze chwila, a bym zwariował. Jej oczy, uśmiech. Dlaczego mam wrażenie, że jest słodka i zawsze chcę widzieć ten uśmiech? - uderzyłem się z otwartej ręki w czoło. - Idioto nie myśl tyle.

*Pauline*
Dlaczego on tu był? Dlaczego tak słodko się zaśmiał i wpatrywał w moje oczy. To dla mnie za dużo! Złożyłam łóżko do porządku i wzięłam pieska na rączki.
Zaszłam z towarzyszem na dół, gdzie czekał już na mnie blondyn. Uśmiechał się jak jakiś przysłowiowy pedał. Otwarłam usta, aby powiedzieć „czy ty jesteś yaoi”, lecz szybko ugryzłam się w język.
- Co się stało? - zapytał anielskim głosem.
- Nic takiego – burknęłam.
Próbowałam niego nie patrzeć i myśleć, że przesadziłam z tym ugryzieniem. Ten chłopak naprawdę chyba liczy około sto osiemdziesiąt centymetrów i jest ode mnie wyższy o ponad głowę. Jego krótkie włosy opadały bezwładnie na czoło i dodawały uroku jego oczyma. Przez chwilę zalśniły i znowu nerwowo zaczęłam się rozglądać po holu.
- Idziemy? - zapytał.
- Tsa.,, - mruknęłam niechętnie.
Wyszliśmy z budynku i ten zaczął opowiadać o mieście. Gdzie znajduje się cokolwiek i nickolwiek. To, co mówił, mało mnie interesowało. Zaszliśmy do parku i już chciałam przejść na drugą stronę ulicy, kiedy ten blondasek pociągnął mnie za nadgarstek do siebie. Wylądowałam na jego torsie i poczułam jak temperatura na mojej twarzy rośnie.
- Chcesz wpaść pod samochód?! - powiedział dosyć głośno. - Pierw się trzeba rozejrzeć – uśmiechnął się szeroko.
- Tak, jasne. Możesz mnie puścić? Zdaje mi się, że Himechan Cię podgryza – wskazałam za psa na smyczy.
- A racja – odparł.
Mogłam, przysiądź, że na jego twarzy pojawił się rumieniec.
Westchnęłam ciężko i odsunęłam się na bezpieczną odległość. Po chwili poszliśmy tam, gdzie znajdowała się czysta zieleń. Spacerowaliśmy chwilę, a następnie poszliśmy na lody w rożku. Było ciepło i dopiero co deszcz przestał padać. Słońce tak grzało, że nie dało się w ogóle domyśleć, iż w ogóle padało.
Usiedliśmy na suchej trawie i puściłam wolno pieska.
Jedząc lody w towarzystwie Dae i jego nietypowych opowiadań, czułam się jakbym, znalazła miejsce, gdzie mogę normalnie żyć. Nie martwić się przeszłością i myśleć o przyszłości.
- Uważaj! - krzyknął nagle i popchnął mnie na trawę.
Blondyn leżał nade mną, jego ręce znajdowały się obok mojej głowy i jego ciało było niebezpiecznie blisko mojego. Kto przechodził, mógł pomyśleć, że się całujemy. Tak naprawdę, Daehyun obronił mnie przed piłką, która leciała strasznie szybko w moją stronę i uderzyłaby mnie z dużą siłą.
- Wszystko w porządku? - zapytał, dysząc ciężko i z zamkniętym lewym okiem.
- Mi nic, a tobie?! Powinieneś martwić się o siebie! - powiedziałam zirytowana.
- Nie gorączkuj się tak, Paulinko – powiedział.
Temperatura mojej twarzy wzrosła kilkukrotnie. Widziałam w jego oczach swoje odbicie.
Wszystko stało się tak szybko. Jego usta zatopiły się w moich w lekkim pocałunku. Sparaliżowało mnie. Nie widziałam dlaczego, ktoś taki jak on mnie całuje. Na dodatek w miejscu publiczny. Halo, panie idiotko, który masz super usta! Jesteśmy w miejscu publicznym!
Nagle odsunął się, czerwony jak burak.
- Przepraszam, nie chciałem – tłumaczył się zawile.
- Nic... nic się … nie stało … jak głowa? - wydukałam.
- Eee, głowa? W porząsiu – mruknął.
- To dobrze. Dziękuję. Uratowałeś mnie – uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam oczy, aby pożądanie odetchnąć i pomyśleć do dziesięciu.
- Wracamy? Niedługo obiad – wtrącił normalnie.
Otwarłam oczy i zobaczyłam wyciągniętą w moją stronę dłoń. Uścisnęłam jego rękę. Jung pomógł mi wstać i zaczęliśmy się kierować w stronę domu, kiedy spojrzałam na nasze splecione razem dłonie. Dlaczego ja go nie puściłam! Znam go dopiero jeden dzień! - krytykowałam się w myślach, lecz już wcześniej poczułam, że znam ich wszystkich. Może... nie to niemożliwe! - pokręciłam głową.
- Coś się stało? - zapytał i również teraz zauważył nasze splecione dłonie. - Wybacz, ja nie chciałem.
- Spokojnie. Wolę Cię trzymać za rękę, ponieważ mogę się łatwo zgubić. Jestem teraz jak małe dziecko w wielkim mieście – zaśmiałam się.
- Skoro tak, to może nie dasz mi szansy na randkę? - zapytał nagle.
- Że co? - zatrzymałam się, lecz nasze dłonie zostały razem.
- Jesteś słodka, kiedy udajesz głupiutką – zaśmiał się.
Temperatura przekroczyła dopuszczalny stopień i sprawiła, że musiałam odwrócić głowę. Zasłoniłam drugą dłonią usta, nie zauważając przy tym, że pociągnęłam nieco za mocno Himechan, który jako jedyny cieszył się z niczego.
Odwróciłam się i uśmiechnęłam szeroko.
- Oke. Czemu nie – parsknęłam.
Wpakowałam się w coś, czego chciałam unikać za wszelką cenę. - pomyślałam.
- Jutro po wizycie w TSEnter. Pójdziemy na spacer? - zaproponował.
- Może być – wzruszyłam ramionami.
- To umówione – uśmiechnął się szeroko.

~*~
Spałam jak małe dziecko. Zastanawiam się długo, do czego wczoraj doszło i straciłam poczucie czasu i rzeczywistości. Zasnęłam z książką, której nawet nie czytałam.
Otwarłam oczy i mrugnęłam kilkukrotnie. Podniosłam się do siadu i spuściłam nogi z łóżka. Himechan spał pod biurkiem i nie miałam nawet serca go budzić. Wstałam, umyłam się i ubrałam się. Włączyłam sobie telewizor i siedziałam na kanapie w mokrych włosach.
Zrozumiałam o dziwo wiele, aczkolwiek wiele słów było dla mnie nowością. Nagle pojawiła się „gorąca plotka”! W show nastolatków, które zajmowało się rozsyłaniem plotek, pojawiło się zdjęcie moje i Dae. Szczotka wypadła mi z ręki i upadła tuż przede mną.
Zdjęcia przeskakiwały. Na jednym staliśmy przytuleni, a na następnym leżeliśmy na trawie, aż końcu trzymaliśmy się za ręce. Poczułam fale gorąca, która przeniknęła przez całe moje ciało.
Rozległo się pukanie.
- Pauline, śpisz? - usłyszałam kobiecy głos.
Nic nie odpowiedziałam. Byłam zbyt przejęta tym, co widziałam na ekranie.
- Wchodzę – oznajmiła.
Jak oznajmiła, tak zrobiła.
- Powiesz mi, o co chodzi i skąd są te zdjęcia? - zapytała, siadając obok mnie.
- Wczoraj podczas spaceru z psem wleciałabym pod samochód. Dae mnie uratował. Później... - obrazy zaczęły mi skakać przed oczami. - Uratował mnie przed piłką i pocałował mnie. A kiedy wracaliśmy, trzymałam go za rękę, ponieważ bałam się, że go zgubię – mówiłam płaczliwym głosem.
Kobieta westchnęła.
- Nie zabraniam ci nic, aczkolwiek uważaj. Lepszy Dae niż Zelo – zaśmiała się.
- Nie skomentuję tego – wyłączyłam telewizor.
- W kuchni masz śniadanie. Dopraw się do porządku i idziemy do TSEnter.
- Po co?
- Dyrektor chce widzieć Dae i jego „dziewczynę” – powiedziała załamana.
- Mam się bać? - zadrżałam.
- Nie. Nic z tych rzeczy... - powiedziała, lecz już jej nie było w pokoju.
Doprowadziłam się do porządku, jak powiedziała. Ubrałam się w fioletowe leginsy, czarne krótkie spodenki i białą koszulką z wizerunkiem geparda. Do tego zwyczajne czarne trampki. Zabrałam torbę i udałam się do kuchni, gdzie zjadłam dwie kanapki.
Schodząc na dół, bałam się reakcji wszystkich. Zapewne już widzieli, co się stało.
Wyszłam z windy i opuściłam budynek, gdzie czekali już wszyscy. Przełknęłam ślinę. Zelo jako pierwszy na mnie wleciał.
- Pauline! Co ten Dae ci zrobił!? - zaskomlał.
- Zelo, dusisz mnie – wyjęczałam.
- Zelo przestań! - rozkazał lider. - A do ciebie nie mam słów. Jesteś dziwna.
- Lepiej dziwna niż jakaś pozerka czy tapeciara! Nie będę czyjąś podróbka! Jestem sobą! A przynajmniej staram się! Nie wiem, jaka byłam kiedyś, ale staram się robić to, co podpowiada mi serce, debilu! - wydarłam się i odwróciłam się do niego plecami.
- Yongguk, naprawdę za bardzo zareagowałeś - pojawił się ich menadżer.
- Przepraszam – odparł niechętnie.
- Nie bądź zła. On się tylko martwi – powiedział Dae, kładąc mi dłoń na mojej.
Uśmiechnęłam się do niego miło.
- Niech będzie – wzruszyłam ramionami.

~*~
Minęło kilkanaście minut i byliśmy w gabinecie najwyższego pana. Biuro dyrektora było obszeeeerne! Siedziałam na kanapie obok Daehyun'a cała zesztywniała.
Mężczyzna już w podeszłym wieku przyglądał nam się, a ja czułam, jak usta mnie bolą od uśmiechania się.
- Plan jest taki. Nie będę was karał – to jedno. Dzięki waszemu związkowi wywyższymy wasze rangi! Parę sesji zdjęciowych, w y razem. A na najbliższym koncercie, zaprosisz ją na scenę i pocałujesz – mówił. - Jaka jest twoja ulubiona piosenka? - zwrócił się do mnie.
- Warrior – odparłam bez zastanowienia.
- A miłosna?
- „Crush” - powiedziałam jak maszyna.
- Zaśpiewacie te dwie piosenki, ale pod koniec drugiej wejdzie Pauline i pocałujesz ją na oczach wszystkich.
Poczułam, jak żołądek tańczy kankana!
Boże kochany! Co ja zrobiłam! Jak ja nawet nic nie czuje, chyba, do Dae! Chyba...?

2 komentarze:

  1. No i w końcu rozdział 2 xD
    Ale zastanawiam się nad jednym... Czy aby na pewno Yuki była z Bang'iem? o.O Bo piszesz, że całuje się z Dae o,O Szok pierwszym. Potem jeszcze mój Himi się w niej zakochał! Jejku nie rozumiem >.< Ale nie martw się to tylko mało pojęta moja głupia głowa nie przetwarza informacji xD
    Himi <3
    Dobra czekam na next kocik <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko. Wszystko bd dziwne i do zrozumienia tylko dla mnie. Zrozumiesz wszystko później... nawet ci spamiłam na gg!

      Usuń