Rozdział 2 - Chyba...?
*Himchan*
Wszedłem właśnie do
pokoju Pauline. Rozkazano mi, abym jej doglądał, kiedy nie będzie
jej opiekunki. Czerwonowłosa siedziała na ziemi i opierała się o
okno. Nie ruszyła się nawet, wtedy gdy zrobiłem krok do przodu.
Zauważyłem, że na łóżku leży jakaś kulka futra. Podszedłem i
owa kulka okazała się być szczeniaczkiem.
Podrapałem go i
zobaczyłem, że na obróżce wisi srebrna nakładka z napisem
„Himechan”. Zaśmiałem się cicho, po czym podszedłem do
dziewczyny. Zasnęła oparta o okno. Tuż przed nią leżała książka
do koreańskiego. W uszach miała słuchawki, więc dlatego nic nie
słyszała.
Na dworze padało, więc
szyba była dosyć zimna. Położyłem dłoń na jej czole, które
okazało się bardzo zimne. Następnie dotknąłem jej ramienia,
które było jeszcze zimniejsze. Westchnąłem ciężko.
- I co ja z tobą teraz
będę miał? Monic mnie zabije, jak cię tu zostawię... -
powiedziałem zrezygnowany.
Zabrałem dziewczynę na
ręce i położyłem ją na łóżku, a następnie przykryłem kocem.
Przerzedziłem ręką
włosy i skierowałem się od wyjścia. Kiedy stanąłem w progu,
poczułem dziwne ukłucie w żołądku.
Odwróciłem się na
pięcie i zobaczyłem, że pies skomli. Zmarszczyłem brwi i
podszedłem bliżej. Na twarzy Pauline rysował się strach.
Oczywiście wiedziałem, że może mieć czasem koszmary. W końcu
jest osobą po dosyć strasznym wydarzeniu.
~Zaatakowała ją
własna siostra – przypomniały
mi się słowa Leo. ~ Nie wiem czy nie zrobi sobie krzywdy,
jak wszystko do niej wróci.
Przysiadłem
na skraju jej łóżka i nachyliłem się nad nią. Jej twarzy była
przepełniona bólem, jakby przed kimś uciekała.
Złapałem
ją za ramiona i potrząsnąłem. Otworzyła oczy, a ja dopiero teraz
zdałem sobie spraw, że nasze twarze znajdują się bliżej, niż
powinny. Pauline zaczerwieniła się i starała się spojrzeć
gdziekolwiek indziej.
- Co
ty robisz? - wyjęczała.
-
Miałaś zły sen? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Poczułem
na swoich policzkach wypieki i od razu się odsunąłem, dziewczyna
przytaknęła lekko głową.
-
Dlaczego tu jesteś, … - zamyśliła się, szukając mojego
imienia, gdzieś w zakamarkach umysłu.
-
Himchan – odparliśmy jednocześnie.
Zaśmiałem
się. Ona również, lecz jej śmiech był o wiele słodszy, niż
sądziłem. Spojrzałem jej w oczy i zauważyłem, że są bardzo
nietypowe. Pierwszy raz takie widziałem. Brąz otaczał źrenice, a
tęczówka była zielono-niebieska. Coś pięknego.
-
Hej, wszystko w porządku? - szturchnęła mnie w ramie.
-
Tak, tak – skłamałem. - Zamyśliłem się.
Spojrzałem
na psa, którego oczka błagały o coś usilnie.
-
Jezusiu, Himechan, już idziemy – powiedziała zdołowana.
-
Daehyun ma ci towarzyszyć, pamiętasz? - wspomniałem.
- Że
co? - zatrzepotała rzęsami.
-
Jezu, Leo – mruknąłem. - Dae ma ci towarzyszyć, ponieważ nie
znasz jeszcze języka – powiedziałem ponuro.
-
Aha, spoko – odparła.
- To
ja idę – powiedziałem i zacząłem się oddalać.
-
Dziękuję – usłyszałem.
- Za
co? - zdziwiłem się i od razu się odwróciłem.
-
Wiem, że po moich koszmarach mogę zrobić coś złego. Dlatego
lepiej mnie wybudzać. Więc dziękuję.
- Nie
musisz – machnąłem ręką i odszedłem.
Zeszłem
na dół i zatrzymałem się tuż przed drzwiami do pokoju. Uderzyłem
pięścią w ścinę.
-
Jeszcze chwila, a bym zwariował. Jej oczy, uśmiech. Dlaczego mam
wrażenie, że jest słodka i zawsze chcę widzieć ten uśmiech? -
uderzyłem się z otwartej ręki w czoło. - Idioto nie myśl tyle.
*Pauline*
Dlaczego
on tu był? Dlaczego tak słodko się zaśmiał i wpatrywał w moje
oczy. To dla mnie za dużo! Złożyłam łóżko do porządku i
wzięłam pieska na rączki.
Zaszłam
z towarzyszem na dół, gdzie czekał już na mnie blondyn. Uśmiechał
się jak jakiś przysłowiowy pedał. Otwarłam usta, aby powiedzieć
„czy ty jesteś yaoi”, lecz szybko ugryzłam się w język.
- Co
się stało? - zapytał anielskim głosem.
- Nic
takiego – burknęłam.
Próbowałam
niego nie patrzeć i myśleć, że przesadziłam z tym ugryzieniem.
Ten chłopak naprawdę chyba liczy około sto osiemdziesiąt
centymetrów i jest ode mnie wyższy o ponad głowę. Jego krótkie
włosy opadały bezwładnie na czoło i dodawały uroku jego oczyma.
Przez chwilę zalśniły i znowu nerwowo zaczęłam się rozglądać
po holu.
-
Idziemy? - zapytał.
-
Tsa.,, - mruknęłam niechętnie.
Wyszliśmy
z budynku i ten zaczął opowiadać o mieście. Gdzie znajduje się
cokolwiek i nickolwiek. To, co mówił, mało mnie interesowało.
Zaszliśmy do parku i już chciałam przejść na drugą stronę
ulicy, kiedy ten blondasek pociągnął mnie za nadgarstek do siebie.
Wylądowałam na jego torsie i poczułam jak temperatura na mojej
twarzy rośnie.
-
Chcesz wpaść pod samochód?! - powiedział dosyć głośno. - Pierw
się trzeba rozejrzeć – uśmiechnął się szeroko.
-
Tak, jasne. Możesz mnie puścić? Zdaje mi się, że Himechan Cię
podgryza – wskazałam za psa na smyczy.
- A
racja – odparł.
Mogłam,
przysiądź, że na jego twarzy pojawił się rumieniec.
Westchnęłam
ciężko i odsunęłam się na bezpieczną odległość. Po chwili
poszliśmy tam, gdzie znajdowała się czysta zieleń. Spacerowaliśmy
chwilę, a następnie poszliśmy na lody w rożku. Było ciepło i
dopiero co deszcz przestał padać. Słońce tak grzało, że nie
dało się w ogóle domyśleć, iż w ogóle padało.
Usiedliśmy
na suchej trawie i puściłam wolno pieska.
Jedząc
lody w towarzystwie Dae i jego nietypowych opowiadań, czułam się
jakbym, znalazła miejsce, gdzie mogę normalnie żyć. Nie martwić
się przeszłością i myśleć o przyszłości.
-
Uważaj! - krzyknął nagle i popchnął mnie na trawę.
Blondyn
leżał nade mną, jego ręce znajdowały się obok mojej głowy i
jego ciało było niebezpiecznie blisko mojego. Kto przechodził,
mógł pomyśleć, że się całujemy. Tak naprawdę, Daehyun obronił
mnie przed piłką, która leciała strasznie szybko w moją stronę
i uderzyłaby mnie z dużą siłą.
-
Wszystko w porządku? - zapytał, dysząc ciężko i z zamkniętym
lewym okiem.
- Mi
nic, a tobie?! Powinieneś martwić się o siebie! - powiedziałam
zirytowana.
- Nie
gorączkuj się tak, Paulinko – powiedział.
Temperatura
mojej twarzy wzrosła kilkukrotnie. Widziałam w jego oczach swoje
odbicie.
Wszystko
stało się tak szybko. Jego usta zatopiły się w moich w lekkim
pocałunku. Sparaliżowało mnie. Nie widziałam dlaczego, ktoś taki
jak on mnie całuje. Na dodatek w miejscu publiczny. Halo, panie
idiotko, który masz super usta! Jesteśmy w miejscu publicznym!
Nagle
odsunął się, czerwony jak burak.
-
Przepraszam, nie chciałem – tłumaczył się zawile.
-
Nic... nic się … nie stało … jak głowa? - wydukałam.
-
Eee, głowa? W porząsiu – mruknął.
- To
dobrze. Dziękuję. Uratowałeś mnie – uśmiechnęłam się lekko
i zamknęłam oczy, aby pożądanie odetchnąć i pomyśleć do
dziesięciu.
-
Wracamy? Niedługo obiad – wtrącił normalnie.
Otwarłam
oczy i zobaczyłam wyciągniętą w moją stronę dłoń. Uścisnęłam
jego rękę. Jung pomógł mi wstać i zaczęliśmy się kierować w
stronę domu, kiedy spojrzałam na nasze splecione razem dłonie.
Dlaczego ja go nie puściłam! Znam go dopiero jeden dzień!
- krytykowałam się w myślach,
lecz już wcześniej poczułam, że znam ich wszystkich. Może...
nie to niemożliwe! - pokręciłam
głową.
- Coś
się stało? - zapytał i również teraz zauważył nasze splecione
dłonie. - Wybacz, ja nie chciałem.
-
Spokojnie. Wolę Cię trzymać za rękę, ponieważ mogę się łatwo
zgubić. Jestem teraz jak małe dziecko w wielkim mieście –
zaśmiałam się.
-
Skoro tak, to może nie dasz mi szansy na randkę? - zapytał nagle.
- Że
co? - zatrzymałam się, lecz nasze dłonie zostały razem.
-
Jesteś słodka, kiedy udajesz głupiutką – zaśmiał się.
Temperatura
przekroczyła dopuszczalny stopień i sprawiła, że musiałam
odwrócić głowę. Zasłoniłam drugą dłonią usta, nie zauważając
przy tym, że pociągnęłam nieco za mocno Himechan, który jako
jedyny cieszył się z niczego.
Odwróciłam
się i uśmiechnęłam szeroko.
-
Oke. Czemu nie – parsknęłam.
Wpakowałam się w
coś, czego chciałam unikać za wszelką cenę. - pomyślałam.
- Jutro po wizycie w TSEnter. Pójdziemy na spacer? - zaproponował.
- Może być – wzruszyłam ramionami.
- To umówione – uśmiechnął się szeroko.
~*~
Spałam jak małe dziecko. Zastanawiam się długo, do czego wczoraj
doszło i straciłam poczucie czasu i rzeczywistości. Zasnęłam z
książką, której nawet nie czytałam.
Otwarłam
oczy i mrugnęłam kilkukrotnie. Podniosłam się do siadu i
spuściłam nogi z łóżka. Himechan spał pod biurkiem i nie miałam
nawet serca go budzić. Wstałam,
umyłam się i ubrałam się. Włączyłam sobie telewizor i
siedziałam na kanapie w mokrych włosach.
Zrozumiałam o dziwo wiele, aczkolwiek wiele słów było dla mnie
nowością. Nagle pojawiła się „gorąca plotka”! W show
nastolatków, które zajmowało się rozsyłaniem plotek, pojawiło
się zdjęcie moje i Dae. Szczotka wypadła mi z ręki i upadła tuż
przede mną.
Zdjęcia przeskakiwały. Na jednym staliśmy przytuleni, a na
następnym leżeliśmy na trawie, aż końcu trzymaliśmy się za
ręce. Poczułam fale gorąca, która przeniknęła przez całe moje
ciało.
Rozległo się pukanie.
- Pauline, śpisz? - usłyszałam kobiecy głos.
Nic nie odpowiedziałam. Byłam zbyt przejęta tym, co widziałam na
ekranie.
- Wchodzę – oznajmiła.
Jak oznajmiła, tak zrobiła.
- Powiesz mi, o co chodzi i skąd są te zdjęcia? - zapytała,
siadając obok mnie.
- Wczoraj podczas spaceru z psem wleciałabym pod samochód. Dae mnie
uratował. Później... - obrazy zaczęły mi skakać przed oczami. -
Uratował mnie przed piłką i pocałował mnie. A kiedy wracaliśmy,
trzymałam go za rękę, ponieważ bałam się, że go zgubię –
mówiłam płaczliwym głosem.
Kobieta westchnęła.
- Nie zabraniam ci nic, aczkolwiek uważaj. Lepszy Dae niż Zelo –
zaśmiała się.
- Nie skomentuję tego – wyłączyłam telewizor.
- W kuchni masz śniadanie. Dopraw się do porządku i idziemy do
TSEnter.
- Po co?
- Dyrektor chce widzieć Dae i jego „dziewczynę” – powiedziała
załamana.
- Mam się bać? - zadrżałam.
- Nie. Nic z tych rzeczy... - powiedziała, lecz już jej nie było w
pokoju.
Doprowadziłam się do porządku, jak powiedziała. Ubrałam się w
fioletowe leginsy, czarne krótkie spodenki i białą koszulką z
wizerunkiem geparda. Do tego zwyczajne czarne trampki. Zabrałam
torbę i udałam się do kuchni, gdzie zjadłam dwie kanapki.
Schodząc na dół, bałam się reakcji wszystkich. Zapewne już
widzieli, co się stało.
Wyszłam z windy i opuściłam budynek, gdzie czekali już wszyscy.
Przełknęłam ślinę. Zelo jako pierwszy na mnie wleciał.
- Pauline! Co ten Dae ci zrobił!? - zaskomlał.
- Zelo, dusisz mnie – wyjęczałam.
- Zelo przestań! - rozkazał lider. - A do ciebie nie mam słów.
Jesteś dziwna.
- Lepiej dziwna niż jakaś pozerka czy tapeciara! Nie będę czyjąś
podróbka! Jestem sobą! A przynajmniej staram się! Nie wiem, jaka
byłam kiedyś, ale staram się robić to, co podpowiada mi serce,
debilu! - wydarłam się i odwróciłam się do niego plecami.
- Yongguk, naprawdę za bardzo zareagowałeś - pojawił się ich
menadżer.
- Przepraszam – odparł niechętnie.
- Nie bądź zła. On się tylko martwi – powiedział Dae, kładąc
mi dłoń na mojej.
Uśmiechnęłam się do niego miło.
- Niech będzie – wzruszyłam ramionami.
~*~
Minęło kilkanaście minut i byliśmy w gabinecie najwyższego pana.
Biuro dyrektora było obszeeeerne! Siedziałam na kanapie obok
Daehyun'a cała zesztywniała.
Mężczyzna już w podeszłym wieku przyglądał nam się, a ja
czułam, jak usta mnie bolą od uśmiechania się.
- Plan jest taki. Nie będę was karał – to jedno. Dzięki waszemu
związkowi wywyższymy wasze rangi! Parę sesji zdjęciowych, w y
razem. A na najbliższym koncercie, zaprosisz ją na scenę i
pocałujesz – mówił. - Jaka jest twoja ulubiona piosenka? -
zwrócił się do mnie.
- Warrior – odparłam bez zastanowienia.
- A miłosna?
- „Crush” - powiedziałam jak maszyna.
- Zaśpiewacie te dwie piosenki, ale pod koniec drugiej wejdzie
Pauline i pocałujesz ją na oczach wszystkich.
Poczułam, jak żołądek tańczy kankana!
Boże
kochany! Co ja zrobiłam! Jak ja nawet nic nie czuje, chyba, do Dae!
Chyba...?

No i w końcu rozdział 2 xD
OdpowiedzUsuńAle zastanawiam się nad jednym... Czy aby na pewno Yuki była z Bang'iem? o.O Bo piszesz, że całuje się z Dae o,O Szok pierwszym. Potem jeszcze mój Himi się w niej zakochał! Jejku nie rozumiem >.< Ale nie martw się to tylko mało pojęta moja głupia głowa nie przetwarza informacji xD
Himi <3
Dobra czekam na next kocik <3
Spoko. Wszystko bd dziwne i do zrozumienia tylko dla mnie. Zrozumiesz wszystko później... nawet ci spamiłam na gg!
Usuń